Bagan: po prostu musisz to zobaczyć!

Bagan to jedno z najpiękniejszych miejsc w Azji. Wiele osób przyjeżdża tu z chęcią „odhaczenia” najważniejszych świątyń, po czym zostaje znacznie dłużej. I wcale nas to nie dziwi!

Bagan: po prostu musisz to zobaczyć!

Nasza przygoda w Baganie zaczęła się od szczęścia w nieszczęściu. Nasz nocny autobus tym razem nie miał obsuwy, co więcej trochę nadrobił po drodze, w efekcie czego zajechaliśmy na miejsce o godzinie 3 nad ranem. Tym razem bez rezerwacji, co by ponegocjować stawkę, bo zamierzaliśmy zostać trochę dłużej. Niestety, przy tak wczesnym przyjeździe nasza sytuacja nie była najlepsza. Wszędzie ciemno, puste ulice, większość hosteli zamknięta na noc. Po nieudanych próbach dobicia się do paru miejsc w końcu udało nam się znaleźć nocleg. Grand Empire pretenduje do miana kulturalnego hotelu: codzienny room service, kablówka, mini-bar w pokoju, standard z dobrego 3-gwiazdkowego hotelu. Niestety, czar pryska po wejściu do łazienki (nawet przed wejściem, jeśli akurat nie masz kataru). Cóż, nie można mieć wszystkiego, za 30 USD za noc jakoś daliśmy radę (noclegi w Birmie są znacznie droższe niż w innych krajach azjatyckich).

Jeśli chodzi o zwiedzanie świątyń, postawiliśmy na elektryczne rowery. Pierwszy raz spotkaliśmy się z takim wynalazkiem: mniejsze to niż skuter, napęd elektryczny, trochę wolne, ale przynajmniej nie trzeba pedałować. Cena wynajmu na dzień: 6 USD na osobę. W ten oto sposób ruszyliśmy do boju! Na początku zobaczyliśmy najważniejsze miejsca, by ostatniego dnia po prostu jechać, gdzie nas oczy poniosą, z dala od tłumów, pośród mniejszych, ale równie klimatycznych świątyń.

Bagan: po prostu musisz to zobaczyć!

Większości Bagan kojarzy się jednak z balonami, a nie rowerami. My też długo rozważaliśmy tę opcję. Najpierw kwestia lęku wysokości. Po obejrzeniu zdjęć i przeczytaniu kilku relacji jasne było, że może być ciężko. Jednak cały czas kusiło… OK, sprawdzamy koszty. 45 minutowy lot to jakieś 320-380 USD na osobę. Ja odpadam, Baśka cały czas myśli. Jeszcze raz czytamy relacje. Ostatecznie rezygnujemy, dużo osób pisze, że widok balonów jest o wiele lepszy, niż sam lot, musisz tylko wstać na wschód słońca. Idziemy!

Rzeczywiście, widok był nieziemski, najładniejszy wschód słońca w naszym życiu. Siedzimy sobie na szczycie świątyni, dookoła setki innych, a nad nami latają balony, wszystko to na tle wschodzącego słońca. Magia. Ostatecznie na wschód słońca wstaliśmy dwa razy.

Bagan: po prostu musisz to zobaczyć!

Na koniec słowo o moralności backpackersa. Rząd Birmy wprowadził, a następnie podwyższył opłaty za wstęp do niektórych miejsc (jezioro Inle – 10 USD, Bagan – 20 USD). Zbieranie opłat, jak i sprawdzanie biletów pozostawia jednak wiele do życzenia, bez problemu można zwiedzić wszystko nie płacąc. Kombinowanie jest fajne, sami kombinujemy jak koń pod górkę. Kiedy jednak słyszymy, że ludzie nie płacą wejściówek z przyczyn ideologicznych (baaaardzo dużo ludzi nie płaci właśnie dlatego, wszakże pieniądze idą do złego rządu, a nie do biednych ludzi), to śmiać nam się chce. Ale czego się nie robi, by wybielić sobie sumienie i przy okazji nie wyjść na złodzieja;-).

  • http://travelingrockhopper.com Traveling Rockhopper

    Bardzo milo wspominam Bagan, niestety nie było balonów…

    • http://ponioslonas.pl Baśka

      No to masz dobry powód żeby tam wrócić:-). Oczywiście balony dodają magii, natomiast są tylko dodatkiem do i tak nieziemsko wyglądających świątyń:-). Pozdrawiamy!