Krwawiące usta i żółte twarze czyli nasze pierwsze birmańskie wrażenia

Kolejne marzenie spełnione! Dojechaliśmy do Birmy. Trochę postraszyli nas, że bieda, że nie ma elektryczności, że jest tak jak w Indiach… Nic bardziej mylnego. Jest biednie, ale tak przyjaznych ludzi dawno nie spotkaliśmy. Sprzęt elektryczny można podładować na dworcu kolejowym. Jakie są nasze pierwsze wrażenia?

Birmańską przygodę zaczęliśmy lądując w Mandalay. Na lotnisku obskoczyli nas taksiarze, ale tym razem to my byliśmy górą. Air Asia podstawiła dla swoich pasażerów bezpłatny busik do centrum miasta.

Jak taksiarze to tylko mężczyźni. Skoro o mężczyznach, to nie ma wielu kultur, gdzie panowie chodzą w spódnicy. W Birmie panowie noszą tradycyjne longyi. Wiemy już, że kolor nie ma znaczenia, ale mnie zastanawia jeszcze sposób wiązania. Trzeba będzie dopytać kogoś z angielskim.

Krwawiące usta i żółte twarze czyli nasze pierwsze birmańskie wrażenia

No właśnie, angielski… Aż tak źle nie jest, ale bez rozbudowanej gestykulacji ciężko się dogadać.

Gdzie są kobiety? Przez chwilę wydawało mi się, że to kraj radykalnie muzułmański. Tymczasem w praktyce ponad 80% wyznaje buddyzm. Ostatecznie kobiety odnaleźliśmy na bazarze. Tam w swoich rolach sprzedawczyń i szwaczek sympatycznie nas pozdrawiały. Furorę zrobił Michał ze swoim wzrostem, jak raz przywalił głową o belkę. Wieść o tym od razu poszła w świat. Gest pokazywania głowy towarzyszył nam jeszcze kilka straganów dalej.

Krwawiące usta i żółte twarze czyli nasze pierwsze birmańskie wrażenia

W telewizji też nie ma łatwo. Części ciała jak dekolt czy nogi, które są za bardzo odkryte, na ekranie są rozmazane.

Krwiożerczy Birmańczycy, czyli jeszcze raz o mężczyznach i żuciu khapat. Nie różniłoby się to niczym od żucia gumy, gdyby nie czerwony kolor, który zostaje w ustach. Podobno jak się to żuje to: no sleep, no sleep (nie ma spania). Mieszkanki Birmy, dla kontrastu, mają umalowane twarze na żółto (make-up z drzewa sandałowego dla odżywienia i ochrony cery twarzy przed słońcem).

Krwawiące usta i żółte twarze czyli nasze pierwsze birmańskie wrażeniaKrwawiące usta i żółte twarze czyli nasze pierwsze birmańskie wrażenia

Widok khapat w ustach Birmańczyków jest daleki od tego jak apetycznie wyglądają serwowane tutaj dania. I tak samo dobrze smakują! Pierwszy posiłek to micha ryżu i do tego w mniejszych miseczkach różne dodatki: mięso, gotowane warzywa, papryczka, ziemniaczki. Zamówienie już prawie złożyliśmy na migi, ale z pomocą przyszedł nam jeden z klientów (taksówkarz mówiący po angielsku) restauracyjki przy ulicy. Kolacja za to była wyzwaniem. Ja zostałam w hotelu, a Michał przyatakował ulicę z misją „czegoś na wynos”. Jak atak to ilość jedzenia dla całego batalionu. Wrócił z trzema siatami (dosłownie!) jedzenia. Wszystko przyrządzone na jego oczach ze świeżych składników: pyszny ryż z warzywami i potrawka z mięsem, tofu. Jedzenie apetycznie chrupało pod zębami. Po prostu pycha!!! Kolację pochłonęliśmy na tarasie naszego hotelu. Jedną siatę potrawki oddaliśmy pani z obsługi, która pomogła nam w logistyce kolacji. Cena obiadu i kolacji za dwie osoby (w sumie 4 dania, najpewniej starczyłoby na 6 osób): 4 USD.

Krwawiące usta i żółte twarze czyli nasze pierwsze birmańskie wrażeniaKrwawiące usta i żółte twarze czyli nasze pierwsze birmańskie wrażenia

Hotel w Mandalay będzie prawdopodobnie w TOP 3 najdroższych hoteli w jakich przyjdzie nam spać w Azji (30 USD za pokój dwuosobowy). Ale warto było. Po norze w Bangkoku spaliśmy jak królowie i co najważniejsze bez „umca-umca” dochodzącego zza oka do 6:00 (!!!) rano. Szkoda, że w tak wygodnym miejscu spaliśmy tylko do 2:45. O 4:00 z oczami na zapałki wyruszyliśmy pociągiem do Hsipaw, gdzie najpierw wypoczywamy, a potem w góry!

Fajnie w tej Birmie, przepraszam w Mjanmie. Ale o co w ogóle chodzi z tą nazwą? W 1989 roku junta wojskowa postanowiła zmienić nazwę z Birma na Myanmar (ang.). Nie wszyscy zaakceptowali taki stan rzeczy, w tym USA i Aung San Suu Kyi. Powód był prozaiczny: nazwa została narzucona, nie odbyło się żadne referendum, w którym zapytano by ludzi o zdanie. Według polskiego MSZ oficjalna nazwa kraju to Mjanma. My jednak przyzwyczailiśmy się do Birmy i tak będziemy ją nazywać.