Malezyjski pierwszy krok: Penang

Do Malezji, a dokładnie do miejscowości Butterworth, dotarliśmy nocnym pociągiem z Bangkoku. Ponad 20 godzin podróży minęło nam nadzwyczaj szybko i komfortowo, Michał nawet stwierdził, że w pociągu wyspał się najlepiej na przestrzeni ostatnich dni.

Malezja to dla nas krótki przystanek przed Indonezją. Ponownie spotkamy się też na końcu świata z rodziną, bo w Malezji spędzi z nami swoje wakacje moja siostra. Ale po kolei.

Na Penang trafiliśmy z dwóch powodów. Po pierwsze: chcieliśmy naładować baterie. Jako że Penang jest wyspą, wydawał się idealnym miejscem do wypoczynku. Po drugie: znajduje się tu ambasada Indonezji, gdzie bez problemów można dostać wizę na 60 dni (ponoć w Kuala Lumpur robią problemy…). Chcieliśmy zatem upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.

Malezyjski pierwszy krok: Penang

Nasza przygoda w Malezji zaczęła się od małego zgrzytu. Po dotarciu na Penang próbowaliśmy złapać taksówkę do naszego hosteliku. Tutaj lokalizacja niedaleko ambasady indonezyjskiej była dla nas ważniejsza niż nocleg w samym centrum. Co się okazało: taksówkarze nie mieli pojęcia, gdzie to jest (lub po prostu nie chciało im się szukać…). Odsyłali nas na zmianę i żaden z nich nie miał zamiaru udzielić nam pomocy. W końcu jeden zlitował się, zadzwonił do naszego hostelu i ustalił, gdzie dokładnie trzeba jechać. Po rozłączeniu się rzucił kwotę za kurs 3 razy wyższą od tej, jaką powinniśmy zapłacić. Skończyliśmy w miejskim autobusie. Kierowca na szczęście okazał się pomocny: wskazał nam przystanek, na jakim mieliśmy wysiąść.

Zupełnie inaczej sprawy potoczyły się w ambasadzie Indonezji. Po tym jak szybko, sprawnie i uprzejmie zostaliśmy obsłużeni uśmiechy z powrotem pojawiły się na naszych twarzach. Czyżby mieszkańcy Indonezji byli aż tak przyjaźni:)? Bardzo możliwe, gdyż w naszym hostelu najbardziej pozytywna osoba (pani sprzątająca) była właśnie stamtąd. Jej energia była po prostu nie do zgaszenia. Wszędzie było jej pełno, tam gdzie my, tam i ona. Zagadywała nas (cały czas w swoim ojczystym języku) sprawdzała zawartość naszych siatek z supermarketu i uśmiechała się na okrągło.

Na ogarnięciu wizy do Indonezji i błogim lenistwie minęła nam połowa pobytu na wyspie. Po kilku dniach przyszło ożywienie w postaci Ricka – couchsurfera, Malezyjczyka z krwi i kości, który nie mógł nas przenocować, ale w zamian zaproponował spotkanie.

Malezyjski pierwszy krok: Penang

Dzień z Rickiem zaczęliśmy od tradycyjnego malezyjskiego śniadania – pieczony chlebek na słodko maczany w jajku na miękko. Po ciekawej rozmowie decydujemy się odwiedzić Kek Lo Si, jeden z największych kompleksów świątynnych w Azji Południowo-Wschodniej. Na miejscu porównujemy buddyzm chiński z tajskim i tak już zostaliśmy w klimacie religijnym, bo na kolację Rick zabrał nas do świątyni, tym razem hinduskiej, która regularnie wydaje posiłki. Pyszne wegetariańskie dania przypieczętowały bardzo udany dzień. Udany, bo spędzony z Rickiem. Niesamowita osoba o otwartym umyśle, od pierwszych kilku zdań poczuliśmy, że to bratnia dusza. Miał tylko jedną wadę: musieliśmy toczyć z nim boje (na ogół przegrane…) o to, kto płaci za posiłki.

Malezyjski pierwszy krok: Penang

Nie mogło zabraknąć też trekkingu. Michał czasami żartuje, że po naszej podróży dookoła świata oficjalnie stanie się plażowiczem. Do tego czasu jednak nie ma zmiłuj, tym razem wybraliśmy się do dżungli w Penang National Park.

Malezyjski pierwszy krok: Penang

Po 2 godzinach marszu pośród dzikich małp i całkiem sporych gadów naszym oczom ukazała się plaża. Tym razem nie mieliśmy jednak szczęścia: trafiliśmy na sezon jadowitych meduz, na plaży dumnie powiewały dwie czerwone flagi, znaleźliśmy też ostrzeżenie na tablicy. Wielkie, dające dużo cienia drzewa i brak ludzi wynagrodził­y nam jednak brak wodnych podskoków. Ja dodatkowo wykorzystałam ten czas na medytację:).

Malezyjski pierwszy krok: Penang

Kulinarnie jeszcze raczkujemy w Malezji, ale pierwsze kroki uznajemy za udane. Nasi lemak (ryż gotowany w mleczku kokosowym) oraz roti pisang (ciepły chlebek zapiekany z bananem) wpisujemy na listę „spróbowane” i potwierdzam: tak, to jest pyszne!

Malezyjski pierwszy krok: Penang

  • Artur Ambele

    Droga Baśko.
    Do Malezji lecimy z końcem kwietnia, to nasz drugi raz. Mam pytanie –
    czy w trakcie waszego pobytu w tym kraju napotkaliście jakichś uzdrawiaczy,
    szamanów? Jeśli tak to czy macie jakiekolwiek namiary??

    • http://www.ponioslonas.pl/ Barbara Świderska

      Cześć! Niestety, nie korzystaliśmy z usług uzdrawiaczy / szamanów, więc nie pomogę… Powodzenia!