W pogoni za światłem

Jeśli myślisz, że już nic nie jest w stanie Cię zaskoczyć, zapraszamy do Tromsø. Festiwal tańczących na niebie świateł, zwany zorzą polarną, wprawia w osłupienie nawet największych sceptyków. Potrzeba jedynie odrobiny szczęścia i wytrwałości.

Okolice Tromsø, na zegarku 21:00. Na dworze ciemno i zimno, jakieś -10 stopni. Ubrani w specjalne kombinezony staramy się ogrzać przy ognisku. Co chwila odruchowo zerkamy w niebo. Wszakże to właśnie tam ma rozegrać się niesamowity spektakl, zatytułowany „Aurora borealis”. Wtedy wystarczy podbiec do ustawionego zawczasu statywu z aparatem, nacisnąć spust i voilà! Taki jest plan, ale trzeba być cierpliwym, wszakże Matka Natura niejednemu spłatała już figla. Ale dziś niebo jest czyste, widać wszystkie gwiazdy, więc chyba będzie dobrze! Z drugiej strony, indeks KP, na podstawie którego można określić prawdopodobieństwo wystąpienia zorzy polarnej, jest niski, więc może trzeba było przylecieć trochę wcześniej. Ktoś mówi, że wczoraj zorza była naprawdę super, co oczywiście nie pociesza nikogo z obecnych. Niech to się wreszcie zacznie…

IMG_5494

2 godziny wcześniej grupa 12 osób wsiadła w 2 małe vany i wyruszyła w pogoń za światłem. Na pokładzie aut można było dostrzec cały przekrój społeczności podróżniczej: przygotowany na wszystko Chińczyk z wielkim statywem i zapasem obiektywów, jakaś starsza pani dopiero oswajająca się z trybem manualnym w swojej lustrzance, jeszcze inna martwiąca się, czy jej kompakt da radę. Była tam też dwójka polskich blogerów, stale zadających pytania przewodniczce Oli, żeby było śmieszniej, też Polce.

IMG_5524

Poszukiwania zorzy polarnej to połączenie nauki i loterii. Z jednej strony, liczne stacje badające aktywność Słońca na bieżąco informują o zmianach zachodzących na jego powierzchni, sprawdzana jest prognoza pogody, jak najmniej pozostawione jest przypadkowi. Aby zwiększyć prawdopodobieństwo zobaczenia zorzy polarnej czasem trzeba opuścić Norwegię i udać się do sąsiedniej Finlandii. Jednak nawet to nie daje gwarancji, pogoda potrafi zmienić się w przeciągu chwili, potrzebny jest więc też magiczny pierwiastek szczęścia.

– Najważniejsze to zachować cierpliwość. Czasem zorza pojawia się zaraz po wyjeździe z Tromsø, czasem trzeba czekać do północy – mówi Ola.

Tego dnia jedziemy na Sommarøy, wyspę położoną około 50 km od Tromsø. Na miejscu przebieramy się w specjalne kombinezony, zabieramy sprzęt i przygotowujemy się na spektakl. Drugi z przewodników, Antonio, rozpala ognisko. W międzyczasie Ola pomaga podróżnikom z ustawieniami w ich aparatach – niektórzy z obecnych po raz pierwszy w życiu będą używać trybu manualnego.

IMG_5474

Po rozpaleniu ogniska Antonio zaczyna robić zdjęcia nieba.

– Aparat potrafi wyłapać zorzę wcześniej niż ludzkie oko – wyjaśnia nasz przewodnik.

W momencie zaobserwowania aktywności na niebie trzeba być już gotowym. Czasem zorza trwa krótką chwilę, czasem tańczy na niebie długimi godzinami, wszystko zależy od humoru Matki Natury. Wiedzą o tym nasi przewodnicy, dlatego już przy pierwszej aktywności zbierają wszystkich i robią grupowe zdjęcie, tak żeby każdy miał jakąś pamiątkę. Ale na to trzeba jeszcze trochę poczekać, na chwilę obecną grzejemy się przy ognisku, popijając herbatę.

Nagle zauważamy lekkie ożywienie wśród naszych przewodników.

– Stańcie proszę tutaj – słyszymy.

Hmm, przecież na niebie nic nie ma. Mimo to posłusznie ustawiamy się we wskazanym miejscu. Jeszcze tylko 20 sekund bez ruchu (nocne zdjęcie bez lampy) i mamy to! 12 osób na tle zielonego nieba. Aaaaa… Teraz już widzimy!

IMG_5450

Z czasem kolor staje się coraz bardziej intensywny. Zieleń zaczyna mieszać się z czerwienią i fioletem. Po chwili na niebie pojawiają się dziwne kształty i zaczynają swój taniec. Kolory intensywnieją, jednocześnie rozprzestrzeniając się po niebie. Dookoła robi się coraz jaśniej, zieleń zorzy oświetla pobliskie morze, przez moment można odnieść wrażenie, że mamy już dzień. Dookoła wszyscy krzyczą z zachwytu, już nikomu nie jest zimno. Tym razem los okazał się łaskawy. Wszystko to trwa dosłownie chwilę, jakby ktoś rozlał puszkę farby na niebie, a następnie przetarł ją szmatką. Z czasem barwy stają się nieco mniej intensywne, ale to jeszcze nie koniec spektaklu, niebo cały czas mieni się różnymi kolorami.

DCIM100GOPROG0060520.

Chwilę później wszyscy obecni podchodzą do ustawionych wcześniej statywów i zaczynają robić zdjęcia. Jedni fotografują niebo, inni uwieczniają siebie na tle zorzy. My dosłownie tracimy głowę: przy pierwszej próbie zrobienia sobie zdjęcia z samowyzwalaczem przewróciłem się gdzieś w zaspie. Za dnia padał śnieg, więc gdzieniegdzie można było zapaść się aż po kolana! Nie zniechęca nas to ani trochę, śmiejemy się do siebie i podejmujemy kolejną próbę, tym razem udaną.

IMG_5859

Po zrobieniu kolejnych zdjęć wracamy do ogniska, by na spokojnie delektować się widokiem zorzy. Zastanawiamy się, jak interpretowali ten cud natury nasi przodkowie. Dziś wiemy, że aurora borealis powstaje w wyniku zderzenia wiatru słonecznego ze znajdującymi się w atmosferze ziemskiej cząsteczkami gazów, co pobudza je do świecenia. Parę tysięcy lat temu ludzie nie mieli takiej wiedzy, zorza polarna budziła więc ciekawość, podziw, a nawet strach, z czasem stając się przedmiotem legend, przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Rdzenna ludność Norwegii darzyła ją olbrzymim szacunkiem, gdyż widziała w niej dusze zmarłych przodków. W niektórych regionach sądzono, że to dusze starych panien, próbujące zwrócić uwagę potencjalnych zalotników. W Grenlandii dla odmiany twierdzono, iż światła reprezentują martwe dzieci, bawiące się na niebie. W Finlandii z kolei wierzono w istnienie wielkiego lisa, zamieszkującego tereny na dalekiej północy, którego futro miało lśnić kolorami zorzy.

IMG_5422

W średniowieczu aurorę borealis można było zaobserwować w wielu krajach Europy. Niestety, na niższych wysokościach geograficznych przybierała ona głównie kolor czerwony, co łączono z ogniem lub krwią. Na ogół była więc złym omenem, oznaką bożego gniewu, plagi lub wojny. Bardziej „naukowe” wyjaśnienia także nie napawały optymizmem: Ziemia jest płaska, dookoła niej mamy piekielną czeluść, a w niej ogień, którego poświatę możemy od czasu do czasu obserwować na niebie. Na naukowe wyjaśnienie tego zjawiska trzeba było poczekać aż do XIX wieku.

Na podziwianiu zorzy mijają nam kolejne godziny, obserwację kończymy zaraz po północy, do naszego pokoju wracamy o 2:00. Pomimo tego nie jesteśmy zmęczeni, cały czas żyjemy tym, co zaobserwowaliśmy przed paroma godzinami. Bierzemy gorącą kąpiel, parzymy herbatę i jeszcze raz patrzymy na zrobione wcześniej zdjęcia. Jutro, a właściwie już dziś, czeka nas powtórka z rozrywki. Z uśmiechem na twarzy kładziemy się spać, pogoń za światłem zakończyliśmy sukcesem!

Artykuł powstał we współpracy z

logo

  • TropiMy Przygody

    Ooooch, tak bardzo zazdroszczę! Mieszkałam w Finlandii jesienią/zimą (byłam na erasmusie), byłam na dalekiej północy i Finlandii i Norwegii, żeby zobaczyć zorzę, ale… nie było mi dane :( A kolega, który pojechał na wiosenny semestr na tę samą uczelnię co ja, na południu Finlandii widział zorzę ze swojego okna… O_o

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      My mieliśmy sporo szczęścia: widzieliśmy zorzę 2 razy:-). Może wybierz się do Tromso, dziewczyny z Aurora Tour mówiły nam, że od grudnia zorzę widziały praktycznie codziennie, nic tylko kupić tanie bilety (Norwegian lub SAS) i lecieć, aczkolwiek chyba lepiej zimą niż wiosną:-).

  • Pawel

    W-O-W. Mega zazdrość. Zorza to moje niespełnione marzenie. Najgorsze jest to, że byłem w Finlandii z 50 razy i ani razu nie udało się wyjechać na „polowanie” :( Może uda się kiedyś w Norwegii :)

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Dzięki! Polecamy Norwegię i Tromso, można naprawdę miło spędzić czas, ale o tym jeszcze napiszemy w oddzielnym artykule:-).

  • http://evitravel.pl Evi

    Wspaniałe! To jest niesamowite zjawisko natury i zazdroszczę Wam (tak pozytywnie oczywiscie), że mogliście je podziwiać. Mam nadzieję, że i mnie się kiedyś to uda. Piękne zdjęcia! Pozdrawiama

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Dziękujemy i gorąco polecamy wyprawę do Tromso:-).

  • http://sidorowicz.blogspot.com/ Hanging around in Asia

    Ten magiczny spektakl wciąż przede mną! A zdjęcia totalnie jak zfotoszopowane wyglądają 😉

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Trochę obróbki jest, ale niewiele, to niebo naprawdę jest takie kolorowe, po prostu magia:-).

  • http://floatingmyboat.com FloatingMyBoat

    z ciekawości – jak długi czas naświetlania przy zdjęciach zorzy?

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Różnie: na ogół między 20 a 30 sekund, planujemy też napisać poradnik, jak fotografować zorzę, szczegóły wkrótce:-).

  • Piotr Czyszpak

    Super, to jedno z moich największych marzeń… w tym roku pierwsza próba była, ale nie było to tak do końca polowanie na zorze, choć gdzieś tam świtała myśl że może jednak się uda…

    Na temat zorzy najbardziej podoba mi się Fińskie wierzenie że gdzieś tam jest lis którego sierść się tak mieni… wyobraźnie to oni mają nie ma co… :)

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      My urządziliśmy prawdziwe polowanie, zorza była głównym celem naszej wyprawy i na szczęście udało się:-). A wierzeń jest sporo, tutaj przytoczyliśmy kilka, warto wybrać się do Tromso Museum i obejrzeć wyświetlany tam film o zorzy, poświęcają temu zagadnieniu sporą część;-). Życzymy powodzenia w realizacji Twojego marzenia:-)!

      • Piotr Czyszpak

        w pewnym sensie wyznaję zasadę że „po co łapać króliczka skoro tak przyjemnie się go goni”… to marzenie jeszcze poczeka na realizację :)

        • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

          Można i tak:).

  • http://www.zastrzykinspiracji.pl/ Zastrzyk inspiracji

    Jak to wszystko genialnie wygląda! Zorza polarna kojarzy mi się z czymś zupełnie nieziemskim i takim trochę nierealnym :) Byłam w Finlandii i nigdy nie udało mi się jej zobaczyć. W takim razie czas obrać kierunek na Tromso :)

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Dziękujemy i gorąco polecamy Tromso – wybraliśmy się na „polowanie” 2 razy i za każdym podejściem udało się zobaczyć zorzę:-).

  • Łukasz Porębski

    Zapraszam na relację z wycieczki do Finlandii w poszukiwaniu zorzy polarnej – do wpisu dołączyłem sporo zdjęć, wskazówek i informacji praktycznych: http://zyczpasja.pl/polowanie-zorze-polarna-finlandii/

  • Pamar Travel

    Jak pięknie, już się nie mogę doczekać!

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Dziękujemy:)! W styczniu powinniście mieć nawet lepszą pogodę niż my w lutym, więc bądźcie dobrej myśli:).