Franz Jozef – lodowiec w otoczeniu lasu deszczowego

Czas spędzony w Nowej Zelandii wspominamy głównie przez pryzmat Kiwi Experience. Podróżując backpackerskim busem nie sposób uciec od wysokiej dawki adrenaliny, my zdecydowaliśmy się na skok na bungy, rafting oraz skydiving. Jednak kraj ten to przede wszystkim piękno krajobrazu, o czym nieraz mogliśmy się przekonać.

Franz Josef to jeden z najpopularniejszych lodowców Nowej Zelandii. Aby go zobaczyć udajemy się do niewielkiego miasteczka o tej samej nazwie i spędzamy tam 2 dni. Zresztą, jeśli podróżujesz z Kiwi Experience będzie to jedno z niewielu miejsc, w którym dwudniowy pobyt będzie obowiązkowy. Powód? There’s so much to see and do (Jest tu tak dużo atrakcji)!

IMG_8478

Samo miasteczko to tak naprawdę sztuczny twór, wzniesiony na potrzeby rozwijającego się przemysłu turystycznego. Mamy tu dosłownie 2 równoległe ulice, a wzdłuż nich hostele i agencje turystyczne. Atrakcji nie zabraknie: spływ kajakiem po pobliskiej rzece, wyprawa na koniach w okoliczne rejony, a nawet paintball w lesie deszczowym, każdy znajdzie coś dla siebie.

Oczywiście, największą popularnością cieszy się lodowiec o dość oryginalnej nazwie: Franz Josef. Zawdzięcza ją swojemu odkrywcy, Juliusowi von Haast (choć tak naprawdę wcześniej odkrył go holenderski żeglarz, Abel Tasman), który postanowił w ten sposób oddać cześć austriackiemu cesarzowi, Franzowi Josefowi. Maoryska nazwa z kolei (Kā Roimata o Hine Hukatere – łzy Hine Hukatere) nawiązuje do legendy, w myśl której lodowiec powstał z łez Hine Hukatere, uronionych po utracie ukochanego w czasie wspinaczki na szczyt góry.

IMG_8531

Dziś żeby zobaczyć lodowiec z bliska nie trzeba już ryzykować życia. Jedną z najpopularniejszych form zwiedzania jest podziwianie go w czasie lotu helikopterem, a następnie krótki spacer po jego powierzchni. Brzmi nieźle? Nawet bardzo dobrze, ale tylko do momentu usłyszenia ceny: 499 NZD na osobę skutecznie zniechęciło nas do tej formy aktywności, postanowiliśmy wybrać się tam pieszo.

Taka forma też ma swoje zalety. Franz Josef to jeden z 3 lodowców położonych w otoczeniu tropikalnego lasu. Trasa jest niezbyt wymagająca, a po drodze można podziwiać piękno natury, jak choćby wodospady czy też płynącą tu rzekę. Co ciekawe, jeszcze parę lat temu taki trekking kończył się wejściem na lodowiec, jednak w wyniku globalnego ocieplenia Franz Josef systematycznie się cofa i dziś można go obserwować co najwyżej z platformy widokowej. Ale i tak nie jest źle, gdyż znajduje się on zaledwie 300 m n.p.m. Niestety, naukowcy szacują, że do 2100 roku lodowiec cofnie się o kolejne 5 km i straci blisko 38% swojej powierzchni.

IMG_8518DCIM104GOPROIMG_8507

Jeśli zaś nie interesuje Cię aktywny wypoczynek, możesz skorzystać z jednego z podgrzewanych basenów, zasilanych wodą z lodowca. Takie udogodnienie miał nawet nasz backpackerski hostel, niestety, z powodu dużego zainteresowania nie skorzystaliśmy z tej opcji.

Na koniec ciekawostka: będąc w Nowej Zelandii powoli zaczynaliśmy myśleć o odosobnieniu medytacyjnym gdzieś w Azji. Rozważając wszelkie „za” i „przeciw” otrzymaliśmy znak:

IMG_8514

Chyba właśnie wtedy zapadła ostateczna decyzja, o naszej próbie osiągnięcia nirwany możecie przeczytać tu.

Franz Josef to bez wątpienia miejsce godne uwagi, jednak w porównaniu do lodowców Argentyny wypada dość blado. Z jednej strony, jest dużo mniejszy, z drugiej, w jego dolnych partiach mamy sporo ziemi i skał, w wyniku czego nie jest on aż tak śnieżno biały jak np. Perito Moreno. Tak naprawdę, żeby w pełni poczuć jego piękno trzeba wykupić lot helikopterem, co, jak już wspominaliśmy wcześniej, wiąże się z dość sporymi kosztami.

  • http://www.kolemsietoczy.pl/ Karol Werner

    Czy to nie świetnie nazywać wodospady od legend, stworów baśniowych, jakichś wydarzeń, a nie… ODKRYWCÓW? Co za europocentryczna próżność.
    PS. świetnie tam 😉

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Pięknie, ale rzeczywiście nazwa mogłaby być bardziej chwytliwa;-).

  • http://przedeptane.pl/ Darek Jedzok – Przedeptane.pl

    Niezła kombinacja – mnisi buddyjscy na nowozelandzkim lodowcu nazwanym po austriackim cesarzu :)) #tegoniewymyślisz

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Dobrze napisane:-D.

  • Karolina Roszek

    Bardzo miło wspominam wyjazd do NZ. Też tam skoczyłam na bungy ale do Franz Jozef niestety nie dotarłam.

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Przynajmniej masz powód, żeby wrócić;-).

  • Kornelia S-p

    No niestety efekt cieplarniany systematycznie skraca nam lodowce. Za jakiś czas nie będzie czego zdobywać :( Nie miałam pojęcia, że na NZ są lodowce :) widok buddyjskich mnichów w drodze na lodowiec bezcenne!

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Tak, tak, mają tam lodowce, góry, fiordy, praktycznie wszystko na stosunkowo niewielkiej powierzchni;-).

  • Mo Tresvodka

    W tym roku widziałam Perrito Moreno w Patagonii i od tamtej pory wiem już z autopsji, że lodowce są niesamowite. Zwłaszcza jak skrzypią :)