Nadajemy z Nowej Zelandii

Przez następne 5 tygodni będziemy nadawać z Nowej Zelandii. Na zielonej wyspie jesteśmy już 5 dni i mamy swoje pierwsze przemyślenia.

– 1 –

Podróżujemy z Kiwi Experience, pieszczotliwie nazwaliśmy to szkolną wycieczką:). Idea jest taka, że kupujesz bilet na autobus na wyznaczonej trasie, z którego możesz wysiąść kiedy chcesz i na jak długo chcesz. Powrót na trasę jest tak samo prosty. Trasa biegnie wśród najważniejszych punktów Nowej Zelandii, po drodze zatrzymujesz się na spacery, zwiedzanie, szalone aktywności, poznając przy tym ludzi z całego świata. Średnia wieku to 25 lat, więcej pań niż panów, ale jest sympatycznie. Na razie zakumplowaliśmy się z dwójką Hiszpanów i z dwiema dziewczynami z Tajwanu. Tajwanki nawet podarowały nam karty szczęścia, które zdublują siłę żabek podarowanych nam przez koleżankę z Polski:)

– 2 –

Jednym z głównych argumentów w czasie rozważań nad środkiem transportu w Nowej Zelandii była cena. Jak się zapewne domyślacie jest tu drogo… Ceny żywności w supermarkecie jeszcze do przeżycia, ale jeśli chodzi o turystykę, to można nieźle popłynąć… Zwiedzanie jaskini? 57$… Dwugodzinna aktywność w jaskini? 150-200$… Skok na bungee? 150$… Skydiving z filmem? 450$… Wizyta w Hobbitonie? 75$… Jeśli więc chcesz wypełnić sobie każdy dzień, Twoja pensja może okazać się niewystarczająca:-P

– 3 –

Skoro wspomnieliśmy supermarkety, to Baśka zakochała się już w działach z warzywami. Wszystko ładnie ułożone i podświetlone, dosłownie jesz oczami:). Jako że w ramach oszczędności staramy się gotować sami, wczoraj jedliśmy gotowane ziemniaki, marchewki i kalafior z cebulą i porem, zalane oliwą:). Chyba dziś czas na Maca, zestaw quarter pounder za jedyne 9,90$:)

– 4 –

Ludzie. Nie uświadczysz Maorysów. Niby to wszystko wiadomo, można sobie przeczytać w Wikipedii, że 75% ludności Nowej Zelandii to Europejczycy (głównie Brytyjczycy, Holendrzy, Niemcy), a Maorysi stanowią zaledwie kilka procent (a i tak żyją po europejsku…). Baśka jednak nie mogła otrząsnąć się z szoku, że wyspa będąca jednym z wierzchołków trójkąta polinezyjskiego jest tak bardzo brytyjska.

– 5 –

Przestawienie się z języka hiszpańskiego na angielski wcale nie jest takie proste, szczególnie jeśli podróżujesz z Hiszpanami i gadasz z nimi w ich języku… Wczoraj po dojechaniu do hostelu Michał zaczął ogarniać sprawy, jednak po 30 sekundach monologu usłyszał tylko „English please…” (angielski poproszę). Hiszpanie leżeli na podłodze ze śmiechu:)

– 6 –

W ogóle angielski w Nowej Zelandii jest dość śmieszny, mają swój specyficzny dialekt, wyraźnie wolą wymawiać „i” zamiast „e”. Dla przykładu check-in (czek in) brzmi bardziej jak chicken (czikin), do tego zawsze dodadzą „bro” lub „man” i polewka gotowa;)

– 7 –

Pogoda zmienna, w końcu zielona wyspa. Co ciekawe, Nowa Zelandia znajduje się pod dziurą ozonową, więc na słońce trzeba uważać, nawet gdy go nie ma…

Obecnie jesteśmy w Rotorui, jeśli po drodze nie wybuchnie jakiś wulkan, spodziewajcie się pierwszej galerii z Nowej Zelandii:)

  • http://metransport.pl Rafał

    Jak jest z autostopem? Czy ludzie chętnie się zatrzymują?
    W najnowszym artykule Kasia i Grzesiek Balcerowiakowie wymienili tylko taką możliwość.
    Ps: Świetne zdjęcia!

    • http://ponioslonas.pl Baśka

      Cześć:-) Z autostopem całkiem nieźle. Nam się udało kilka razy. Czasami zatrzymywał się ktoś z miejscowych, a czasami inny podróżnik w wynajętym aucie. Dziękujemy za komentarz i ciepłe słowa:-)