Park Narodowy Abel Tasman: przewodnik #1

Zazwyczaj trekking kojarzy nam się z górami, sporym wysiłkiem, znoszeniem kaprysów natury. To jednak tylko stereotyp! Będąc w Nowej Zelandii znajdziesz trasy, które na upartego pokonasz nawet w japonkach, a widoki będą równie piękne!

Park Narodowy Abel Tasman położony jest na północnym krańcu Wyspy Południowej Nowej Zelandii. Skąd nazwa? Abel Tasman to holenderski żeglarz, który jako pierwszy dotarł do tego zakątka świata. Na spotkanie nieznajomym wypłynęła grupa rdzennych mieszkańców, Maorysów, niestety, zamiast przyjaznej pogawędki doszło do walki, w wyniku której 4 Europejczyków zostało zabitych. Abel Tasman zarządził więc odwrót, a miejsce to nazwał Zatoką Morderców. Przyznacie, że dzisiejsza nazwa, Złota Zatoka, brzmi dużo lepiej:-)!

Dziś rejon ten jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc Nowej Zelandii, głównie ze względu na łagodny klimat, złote plaże, a także piękno natury. Taki właśnie jest też Park Narodowy Abel Tasman. Blisko 60 kilometrowa trasa to nie próba wytrwałości, ale raczej podziwianie natury, niezliczona ilość zatoczek, które będziecie mieć tylko dla siebie, krystalicznie czysta woda, klify oraz gęsty las. Brzmi zbyt pięknie, żeby było prawdziwe? Przekonajcie się sami! Zapraszamy do naszego dwuczęściowego przewodnika po Parku Narodowym Abel Tasman. W pierwszej przedstawimy Wam informacje praktyczne, w drugiej, nasz subiektywny ranking miejsc, których nie powinniście przegapić. Zaczynamy!

Noclegi, czyli od czego zacząć?

Rezerwacja miejsc noclegowych w parkach narodowych Nowej Zelandii to nie przelewki – w niektórych przypadkach trzeba o tym pomyśleć nawet z rocznym wyprzedzeniem! W przypadku Parku Narodowego Abel Tasman nie jest aż tak źle, aczkolwiek nie należy zostawiać tego na ostatnią chwilę, szczególnie, jeśli chcecie spać w chatkach. Jak wygląda to w praktyce? Na początku sierpnia rezerwowaliśmy noclegi na grudzień – miejsca były, ale nie we wszystkich interesujących nas terminach, musieliśmy więc trochę zmienić plany, żeby wszystko było jak trzeba. Pamiętajcie, że:

  1. Możecie spać 2 noce w jednym miejscu – polecamy, wszakże naokoło piękne widoki i plaże
  2. Nie musicie spać w każdej chatce – odległości nie są aż tak duże, kwestia kondycji i chęci
  3. Możecie iść z południa na północ lub odwrotnie

Chatka czy namiot?

Decyzję pozostawiamy Wam;-). Chatki są super, niektóre zabytkowe, taka Whariwharangi Hut została zbudowana w 1896 roku, inne, jak choćby Anchorage Hut, są trochę bardziej nowoczesne, choć tak naprawdę w standardzie otrzymujemy to samo: dach nad głową, zimny prysznic i materac. Poza Awaroa Hut wszystkie chatki (Whariwharangi, Bark Bay, Anchorage) położone są niedaleko/przy plaży. Koszt: 32 NZD / osobodzień.

Jeśli wolicie kempingi, musicie mieć namiot oraz karimatę. Pamiętajcie, że tutaj ilość miejsc także jest ograniczona i trzeba je rezerwować. Cena: 14 NZD / osobodzień.

Transport do parku

Zmotoryzowani mają do wyboru jeden z 4 parkingów: Marahau, Totaranui, Wainui oraz Awaroa. Warto dodać, że tylko do tego pierwszego dotrzecie po asfaltowej drodze, w przypadku pozostałych część trasy prowadzi po nieutwardzonej nawierzchni, sprawdź więc na ile Twoje ubezpieczenie to pokrywa.

My zdecydowaliśmy się na transport wodny z Kaiteriteri do Totaranui (dalej nie pływają). Jest to o tyle fajna opcja, że przy okazji masz szansę zobaczyć park z innej perspektywy, podpłynąć do kolonii fok czy też pobliskich wysp. Polecamy! Korzystaliśmy z Abel Tasman Sea Shuttle.

Sprzęt kempingowy

W samym Kaiteriteri było ciężko, nie wiemy jak to wygląda w Marahau czy Motueka. Ale mamy dla Was dobrą wiadomość! Niektóre firmy transportowe (w tym Abel Tasman Sea Shuttle) oferują wynajem sprzętu za dodatkową opłatą, oczywiście pod warunkiem, że wykupisz u nich transport. W ten oto sposób dostaliśmy gotowy zestaw: kuchenkę, butle z gazem, zapalniczkę, naczynia czy też sztućce.

Pozostałe informacje praktyczne

  • Na terenie parku, także w chatkach, nie ma kuchni – musisz więc mieć swój sprzęt lub zadowolić się zimnymi posiłkami.
  • W chatkach nie ma też elektryczności, jeśli więc wybierasz się na dłuższy trekking zadbaj o dodatkową baterię w aparacie. W czasie naszej wędrówki znaleźliśmy jeden punkt, gdzie można było skorzystać z gniazdka (za dodatkową opłatą). Znajdował się w Totaranui.
  • W niektórych miejscach na szlaku dostępna jest filtrowana woda – szczegóły na stronie Department of Conservation.
  • Na terenie parku nie uświadczysz restauracji / sklepów – wszystko trzeba kupić z wyprzedzeniem i zabrać ze sobą do parku. Zakupy polecamy robić w sieci PAK’n’SAVE.
  • Na terenie parku nie ma koszów na śmieci – wszelkie odpady należy zabrać ze sobą i wyrzucić już poza terenem parku
  • Jedną z atrakcji parku jest wiszący most o wysokości 47 metrów. Pomimo lęku wysokości dałem radę, aczkolwiek gęsia skórka była;-).

IMG_7515

  • Koniecznie weźcie ze sobą jakiś środek przeciw owadom! Muchy piaskowe potrafią być naprawdę wredne.
  • Temperatura wody w parku bardziej przypomina nasz Bałtyk, niż np. Morze Śródziemne. Ale pod względem czystości jest to zdecydowanie numer 1 całej naszej podróży dookoła świata.
  • Awaroa Tidal Crossing – jest to miejsce, które można przekroczyć tylko w określonych godzinach. Zanim więc cokolwiek zaplanujecie, zapoznajcie się z rozkładem przypływów / odpływów.

  • Pamiętajcie, że park możecie zwiedzić też na rowerze (tylko część w określonym terminie) lub kajakiem.
  • Śpiąc w chatce w pokoju dwudziestoosobowym istnieje spore prawdopodobieństwo, że jeden ze współlokatorów będzie chrapał. Co więcej, nie wszędzie będziecie mieć własne łóżko, czasem śpicie materac obok materaca, więc lepiej zabrać ze sobą zatyczki do uszu, po ciężkim dniu marszu ludzie potrafią dać niezły koncert;-).
  • W parku ciężko złapać zasięg w telefonie, ale czasem się to udaje – my mieliśmy szczęście na plaży w Bark Bay.

  • Szlaki są dobrze oznaczone, zabłądzić jest baaaaaardzo trudno

Wszelkie dane odnośnie trekkingu, łącznie z odległościami oraz szacunkowym czasem przejścia, znajdziecie na stronie Department of Conservation.

W następnym wpisie przedstawimy Wam listę naszych ulubionych miejsc w parku – do usłyszenia!

  • https://okiemmaleny.wordpress.com M.Malena

    Przepiękne miejsce. Nowa Zelandia siedzi mi w głowie, gdy zdecyduję się tam wyruszyć napewno zahaczę o Abel Tasman.
    Obecna nazwa zdecydowanie bardziej adekwatna niż dawna.

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Koniecznie się tu wybierz, najlepiej na parodniowy trekking, tak by móc zarówno popatrzeć jak i odpocząć;-).

  • http://www.hamaklife.com/ Hamak Life

    Jedno z najbardziej magicznych miejsc Nowej Zelandii, chociaż ona cała jest jak bajka. Ja zupełnie na spontanie, nic nie rezerwowałam. Spałam 4 dni w namiocie i 1 w chatce.

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Dokładnie:-)! Odnośnie rezerwacji: pewnie zależy to od terminu / miejsca, wiadomo, w sezonie ciężej o miejsca + niektóre chatki cieszą się większą popularnością niż inne;-).

  • http://przedeptane.pl/ Darek Jedzok – Przedeptane.pl

    Ciekawe, Nowa Zelandia zawsze kojarzyła mi się z górami i chłodem, a tu takie australijskie klimaty…

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      W porównaniu do Australii jest tu troszkę chłodniej, ale, jak widać, równie rajsko;-)! Nową Zelandię chyba najbardziej polubiliśmy za niesamowitą różnorodność krajobrazów na stosunkowo niewielkim obszarze;-).

  • Adam Kozera

    Ależ rewelacyjne zdjęcia!

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Dziękujemy – tam naprawdę jest tak pięknie:-)!

  • http://www.dalekoniedaleko.pl Daleko niedaleko

    Nie mogę się napatrzeć na te zdjęcia i widoki! Dobre zestawienie informacji praktycznych, mam nadzieję, że będę miała kiedyś okazję je wykorzystać :)

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Dzięki:-)!

  • http://www.amusedobserver.com/en Amused Observer

    Przepiękne widoki.
    Szkoda, że nie da się załatwić wszystkiego z dnia na dzień – jak już się będę wybierać do Nowej Zelandii będę musiała planować (za czym nie przepadam).

    • http://www.ponioslonas.pl/ Michał Świderski

      Zależy też w jakim terminie przyjedziesz;-). A nawet w sezonie można sobie jakoś poradzić, my spotkaliśmy hardcore’a, który postanowił przejść cały szlak w 2 dni – pewnie sobie nie popływał, ale co zobaczył to jego;-).