Tasmańskie wspomnienia: dzień 3

Po dwóch nocach w chatce Whariwharangi zaczęliśmy trekking na południe. Cel na 3 dzień pobytu w Parku Narodowym Abel Tasman to Awaroa Bay. Nie mogliśmy za to powstrzymać się, żeby nie zrobić sobie dłuższego postoju na plaży. Tym razem wybór padł na Anapai Bay, przez którą przechodziliśmy dwa dni wcześniej na trasie z Totaranui.

Cały czas nie dowierzamy, że mamy takiego farta z pogodą. Słońce wysoko na niebie, ani jednej chmurki, krystalicznie przejrzysta woda w oceanie. Czego chcieć więcej? Można się rozleniwić, ale szlak Abel Tasman potrafi też zmobilizować. Niektóre odcinki trekkingu można przejść tylko przy odpływie. W każdej chatce podane są godziny odpływu i przypływy tak, żeby można było sobie zaplanować dokładnie dany dzień na szlaku. Także nie mogliśmy spędzić długich godzin, a jedynie jedną w zatoce Anapai:)

Tasmańskie wspomnienia: dzień 3

Pokonanie trasy przy odpływie wyobrażaliśmy sobie trochę inaczej. Myśleliśmy, że będziemy szli po prostu mokrym piaskiem. W rzeczywistość jest to dno oceanu z muszelkami, małymi krabami i dziwną roślinnością. Wszystko to odkrywa się na kilka godzin w ciągu odpływu. Kiedy przechodziliśmy przez to miejsce odpływ dopiero zaczynał, więc podłoże było bardzo błotne, momentami muliste. Dziwne uczucie jak idziesz taką breją:)

Po dotarciu do chatki poznaliśmy Polkę, która wychowała się w Niemczech – Agatę. Ze swoją koleżanką spędzała urlop w Australii i Nowej Zelandii. Obie dziewczyny były bardzo pomoce. Baśka na wieczór dostała ataku bólu brzucha, może dieta z zupek chińskich jej zaszkodziła:). Dziewczyny pomogły w potrzebie, nawet herbatkę miętową nam podrzuciły.

Tak samo jak w poprzednim miejscu, w Awaroa też na wieczór łapiemy ostatnie promienie słońca. Tym razem nie na trawce, oddalamy się trochę od chatki w stronę błotnej brei po odpływie i tam zachwycamy się widokami na wzgórza pokryte zewsząd zielonym buszem. Wow!!!

Tasmańskie wspomnienia: dzień 3