Tasmańskie wspomnienia: dzień 4

Nie zaprzeczycie chyba, że miejsce na spędzenie Wigilii wybraliśmy sobie nie najgorsze:

Tasmańskie wspomnienia: dzień 4

Bark Bay to nasz cel czwartego dnia trekkingu. Mieliśmy do przejścia tylko 4 godziny. Momentami było ciężko, kiedy podchodziliśmy pod jedno ze wzgórz w pełnym słońcu. Patelnia okrutna, pot lał się z nas strumieniami.

Zatoka Bark jest po prostu przepiękna. Najbardziej schowana i spokojna ze wszystkich zatok, jakie widzieliśmy na szlaku. Po dojściu do chatki zrzucamy toboły i idziemy pokąpać się w zatoce. Zaczyna się akurat odpływ wiec rozległa zatoka trochę się wypłyciła. Daje to niesamowity efekt, żeby się zanurzyć całemu trzeba odejść sporo od brzegu. Spędzamy na plaży kilka godzin:).

Tasmańskie wspomnienia: dzień 4 Tasmańskie wspomnienia: dzień 4

Po powrocie do chatki przyszedł czas na kolacje wigilijną:) Zupka chińska o smaku kurczaka, do tego wrzuciliśmy cebulę, 2 ząbki czosnku i marchewkę. Jak się wszystko razem trochę pogotowało, to dało nawet niezły smak. Musicie spróbować. Zjedliśmy kolacje na zewnątrz, łapiąc ostanie promienie słońca.

Tasmańskie wspomnienia: dzień 4

Spontanicznie postanowiliśmy następnego dnia wstać na wschód słońca, zatem nie doczekaliśmy pierwszej gwiazdki na niebie:).