Nasz pierwszy nocleg w… piwnicy

Piwnica ze starą lodówką, składzikiem na rowery oraz okienkiem piwnicznym. W tym składziku 2 łóżka, nasze duże, małżeńskie i mniejsze, na którym śpi gość z Ekwadoru. Łazienka na poziomie wychodka, oczywiście bez bieżącej wody. Tą można wziąć ze studni na podwórzu, o ile nie przeszkadza Ci mleczny kolor i dziwny zapach (my korzystaliśmy z wody butelkowej). O czystości nie wspominamy.

Tak właśnie wyglądał nasz Couchsurfing w Cusco. Jeśli jeszcze nie wiesz co to, to już spieszymy z odpowiedzią. Couchsurfing (couch = kanapa) jest portalem, dzięki któremu możemy przenocować za darmo w różnych zakątkach świata. Standard różny: czasem dostajesz własny pokój z łóżkiem i masz praktycznie standard hotelowy, czasem spisz na kanapie w salonie, jeszcze innym razem dostajesz kawałek podłogi, przyjeżdżasz z własną karimatą oraz śpiworem i po prostu śpisz. Jak nietrudno się domyśleć, komfort nie jest najważniejszy, chodzi głównie o obcowanie z lokalną kulturą, mieszkanie wśród „tubylców”, poznanie miasta od tej mniej turystycznej strony. Dodatkowo, ci, którzy nie mają własnego mieszkania, często oferują możliwość oprowadzenia po mieście lub innego rodzaju pomoc.

Jeśli chodzi o nas, dopiero raczkujemy w świecie Couchsurfingu, aczkolwiek nasze doświadczenia są bardzo pozytywne. Po raz pierwszy skorzystaliśmy z portalu w Pekinie, gdzie zjedliśmy pyszne kluski na lokalnym bazarze oraz zwiedziliśmy dzielnice olimpijską razem z naszym couchem. Następnie, już w Europie, nocowaliśmy 4 noce w Brukseli, mając własny pokój. Nasz couch pomógł nam ogarnąć wyjazd po odwołaniu festiwalu Pukkelpop, na który mieliśmy się udać. Także w Peru nasze pierwsze doświadczenia były super: osobny pokoik, mieszkanie z kategorii tych normalnych, czystych, zadbanych, bieżąca woda, zwiedzanie miasta z mieszkańcami Limy.

Aż w końcu trafiliśmy do naszej piwnicy w Cusco. Pierwsza myśl: uciekaj. Z czasem zaczęliśmy jednak rozmawiać z naszym współlokatorem, później przyszedł właściciel (na profilu zdjęcie kobiety z 2 dziećmi, a wpada facet pracujący w biurze podróży…). Jak się okazało, kolega z Ekwadoru wykupił u niego jakąś wycieczkę, wiec został lepiej potraktowany, my mieliśmy już ogarnięte trekkingi, wiec mogliśmy co najwyżej liczyć na herbatkę bez esencji. Zostaliśmy więc tylko 1 noc, pogawędziliśmy ze współlokatorem, na koniec trzeba było jeszcze pozbyć się kota z pokoju (tzn. piwnicy) i jakoś przeżyliśmy:). Następnego dnia rano grzecznie udaliśmy się do hostelu.

Bez wątpienia będziemy dalej korzystać z Couchsurfingu, idea jest szczytna. Wbrew pozorom, nie chodzi tylko o darmowy nocleg, Baśka już planuje zmienić po powrocie nasz status na portalu z „coffee or a drink” na „couch available”:)

Poniżej kilka zdjęć z Couchsurfingu w Cusco:-)

IMG_0102

IMG_0104

IMG_0105

IMG_0106

  • Basia

    Brawo!
    I to jest prawdziwy backpacking 😉
    Kot to dobry znak, nie powinno byc myszy ani szczurów :)

    • http://ponioslonas.pl Baśka

      Był i pies i kot, myszy rzeczywiście nie uświadczyliśmy, choć strach był;)

  • koszula

    Szkoda, ze jednak nie wszyscy wykorzystuja Couchsurfing zgodnie z jego przeznaczeniem.. i sa osoby, dla ktorych jest to darmowa opcja na reklame i zarobek. No coz.. na szczescie sa tez komentarze do profilu, z ktorych mam nadzieje skorzystacie! Oby bylo wiecej pozytywnych doswiadczen :) buziaki i uwazajcie na siebie!!

    • http://ponioslonas.pl Baśka

      Dokładnie. Też tak myślimy. Opinii nie wystawiamy ponieważ Pan albo Pani bo już nie wiemy sami:) historycznie miał rzeczywiście harcorowe komentarze i widzieliśmy, że nie pozostaje dłużny więc wolimy nie rozpoczynać wojny…

  • Misiek

    1. Ta piwnica przypomina mi trochę wystrojem pokoje w akademiku 😉
    2. Mam nadzieję, że właściciel nie miał na nazwisko Fritzl.

    • http://ponioslonas.pl Baśka

      Hehe dobre porównanie, ale chyba jednak akademik wyprzedza naszą piwnicę w standardzie:)

  • Krzyś

    Tak nawiasem mówiąc, w couchsurfingu nie chodzi też o darmowy nocleg 😉 Ale faktycznie, koleś pojechał…