Kobiecość w podróży dookoła świata

Żel pod prysznic, szampon, odżywka, raz na jakiś czas maska regeneracyjna do włosów. Zestaw do układania włosów i makijażu. Tonik, krem do twarzy: na dzień, pod oczy, na noc. Zrobione paznokcie: koniecznie u rąk i stóp: baza pod lakier, lakier – dwie warstwy, na wierzch jakiś top coat. Ubrania oczywiście modne i stylowe, koniecznie wyprasowane, inny zestaw na każdy dzień! Do tego buty, biżuteria no i oczywiście torebka!

W ten oto sposób każdego dnia wymalowana i wystrojona, trochę spocona, bo czasu zawsze za mało, wyruszałam na podbój świata. Wszystko było w jak najlepszym porządku, wszystko pod kontrolą. Koniecznie 3 razy  w tygodniu Chodakowska, do tego bieganie.

Wszakże trzeba wyglądać pięknie! Ale co to tak naprawdę znaczy pięknie? Jak się nad tym zastanowiłam to przed podróżą utożsamiałam to z sytuacją opisaną powyżej. Jak definicja ewoluowała w trakcie podróży? Zobaczcie sami!

Wolność

Wyobraźcie sobie przed sobą kartkę papieru z zapisaną na niej moją definicją piękna. Teraz wyobraźcie sobie, że bierzecie do ręki gumkę do ścierania i powoli usuwacie z listy kolejno kosmetyki, części garderoby, siłownię i fitness. Właśnie tak poczułam się po wyruszeniu w świat! Wolnością spowodowaną brakiem tego całego kobiecego bagażu po prostu się zachłysnęłam i było mi z tym doskonale. Czasami toczyłam mini wojny sama ze sobą: ale jak to? Wychodzimy do knajpy z naszymi nowo poznanymi znajomymi, muszę się więc umalować (wzięłam ze sobą puder, kredkę, tusz do rzęs, błyszczyk). Na szczęście coraz częściej wychodziłam zwycięsko z tych pojedynków! Na koniec zostajesz tylko Ty i mydło. Cudowne uczucie!

Kobiecość w podróży dookoła świata

Ciało

Odnośnie ciała to ciężej było mi uwolnić się mentalnie od ćwiczeń. Katowałam się w myślach, że pogorszy mi się kondycja, że przytyję, że brzuch zacznie mi odstawać. Z pomocą szybko przyszły patagońskie trekkingi, które okazały się świetnym substytutem Chodakowskiej. Ale kiedy dotarliśmy do Azji, gdzie dużo mniej chodziliśmy po górach, zaczęłam czuć jak przybywa mi kilogramów. Co się wtedy stało? Coś niewiarygodnego, niemożliwego do zaakceptowania przeze mnie nigdy wcześniej. Zaczęło mi się podobać moje bardziej kobiece ciałko, odstający brzuszek i to, że spodnie trekkingowe zaczęły mnie cisnąć. Większa akceptacja siebie samej to z jednej strony efekt pobytu w świątyni na medytacjach, ale też uwolnienie się od gonitwy zachodniego świata za pięknym, wyrzeźbionym ciałem!

Kobiecość w podróży dookoła świata

Dieta

Kulinarnie jestem z tych osób, które zawsze jadły raczej wszystko, ale znane też były ze swoich dietetycznych dziwactw: posty, głodówki, oczyszczanie organizmu i inne bzdury! Jak nietrudno się domyśleć z początkiem podróży bardzo brakowało mi tego, że jadąc przez świat nie za bardzo miałam przestrzeń na takie rzeczy. I chwała Bogu! Moje stopniowe porzucanie tych dziwnych przyzwyczajeń było silnie skorelowane z coraz większą świadomością i akceptacją siebie samej. Bardzo dużo dało mi też przejście na wegetarianizm. Było to coś o czym marzyłam od dawna, ale zawsze miałam milion wymówek, żeby tego nie zrobić. Azja, zwłaszcza Tajlandia, jest miejscem idealnym na taką transformację. Ale uwaga! Dla odmiany kiedy przemierzaliśmy odległe miejsca w Indonezji, moja dieta diametralnie się pogorszyła, stanęło na tym, że przez długie tygodnie mój obiad składał się zawsze z tego samego: ryżu lub makaronu z jajkiem. Bardzo szybko zaczęłam się czuć naprawdę źle. Całe szczęście trafiliśmy wtedy na Wyspy Togian, gdzie po wielu tygodniach miałam w końcu zbalansowaną dietę, nawet trafiła się soczewica!

Kobiecość w podróży dookoła świata

Garderoba

Muszę przyznać, było ciężko! O ile z jednej strony zachłysnęłam się wolnością od dobierania bransoletek i innych pierdół, o tyle z tyłu głowy miałam świadomość, że już drugi miesiąc chodzę w tym samym. W ramach urozmaicenia, żeby przestać nosić mój nieśmiertelny niebieski polar, kupiłam sobie biały sweterek w lamy.

Kobiecość w podróży dookoła świata

Ale ponownie, tak samo jak w przypadku kontroli ciała czy diety, w końcu przestałam się tym martwić. Zawsze kiedy miałam taką możliwość wyciągałam moją jedyną spódniczkę jaką wzięłam w podróż, ale szybko orientowałam się, że ona tak naprawdę utrudnia mi życie: do nocnych autobusów, pociągów i tak wolałam włożyć getry! Szczyt mojej modowej ignorancji osiągnęłam w Azji, kiedy wszystko miałam brudne i jedyną rzeczą, która nadawała się do założenia, była piżama. Czasami dostawałam przebudzenia, kiedy np. mieliśmy odwiedziny z Polski. Zdarzyło mi się tęsknie patrzeć na super zwiewną sukienkę mojej siostry. Wiedziałam jednak, że taki ciuch nie ma racji bytu podczas nocnych przepraw łodziami. Świetnie za to sprawdzała się chusta, którą wzięłam z myślą o tym, żeby służyła mi czasami za czystą poszewkę w nocnych pociągach. Bardzo szybko wskoczyła do zasobu mojej podróżniczej garderoby. Zastępowała mi sukienkę, spódnicę, osłaniała mnie od mocnego słońca, służyła za „kocyk”. Polecam!

Kobiecość w podróży dookoła świata

Musisz to mieć

W tym całym rezygnowaniu z kolejnych kosmetyków i przedmiotów okazało się, że jedyną niezastąpioną rzeczą jest odżywka do włosów, aczkolwiek myślę, że kobiety z prostymi włosami mogłyby spokojnie dać radę bez. Moje włosy kręcą się naturalnie, więc brak odżywki mocno dawał się we znaki. Tutaj mam bardzo fajny, sprawdzony sposób, który odkryłam dzięki jednej z koleżanek, która odwiedziła nas pod koniec podróży: odżywka bez spłukiwania w mgiełce. Naprawdę polecam! Drugą rzeczą, z której nie zrezygnowałam z premedytacją i miałam z niej mega frajdę, były perfumy.

Kobiecość w podróży dookoła świata

Słońce

Okazało się najbardziej niszczycielskie dla naturalnego piękna. Całe szczęście okres leżenia i opalania się na skwarkę mam już za sobą, ale na równiku nawet jak nie leżysz na plaży to i tak się opalasz. Pomimo używania wysokich faktorów wiele miesięcy ekspozycji na słońce zrobiło swoje. Tuż przed powrotem do Polski wyskoczyło mi paskudne uczulenie na częściach ciała, które miały najczęstszy kontakt ze słońcem – ramiona i twarz. Powrót do Polski pod koniec lipca wcale nie okazał się kojący bo sierpień w kraju był bardzo gorący, co tylko dalej podrażniało skórę. Uczulenie zeszło dopiero we wrześniu. Uważajcie więc na siebie: tydzień na plaży to nie to samo co pół roku.

Kobiecość w podróży dookoła świata

Ciało jeszcze raz

W podróży przytyłam 6 kilogramów, ale po powrocie i włączeniu do diety świeżych warzyw, kasz i warzyw strączkowych schudłam 4. Ale w moje spodnie i tak cały czas się nie mieszczę! Jest mi z tym doskonale, poza jednym aspektem, że nie bardzo uśmiecha mi się kupować nowe.

Moja aktualna definicja piękna sprowadza się do tego, że mniej znaczy piękniej. Mniej kosmetyków, mniej makijażu, mniej ciuchów, mniej rozpraszaczy i pożeraczy czasu! Bardziej wsłuchuję się w swoje ciało, jak mam gorszy dzień to bez wyrzutów sumienia zakrywam się ciepłym kocem i wyleguję się na kanapie, czuję się wtedy najpiękniej na świecie. Uśmiecham się wtedy do siebie, bo wiem, że jeszcze nie tak dawno nie pozwoliłabym sobie na taki akt dobroci do siebie samej! Poza tym wróciłam do aktywności fizycznej, razem z Michałem chodzimy na kurs tańca. Na samą myśl o Chodakowskiej robi mi się słabo. Brakuje mi czasem biegania, które było takim momentem tylko dla mnie. W to miejsce pojawiły się codzienne medytacje, więc na razie rachunek uważam za wyrównany!

Czuję, że to dopiero początek mojej kobiecej transformacji, ale wydaje mi się, że idzie to w dobrym kierunku. Cieszę się, że dostąpiłam niesamowitego daru poznania siebie samej trochę bliżej i porzucenia zbędnych nawyków.

Kobiecość w podróży dookoła świata

  • http://evitravel.pl Evi

    Kilka miesięcy temu koleżanka poprosiła mnie o nagranie do swojego reportażu, miałam opowiedzieć jak to jest być kobieta w podróży, i że wcale nie jesteśmy jakimiś hardcorami, brzydalami i w ogóle. Oczywiście się zgodziłam, tyle, że nie przewidziałam, że jestem na Islandii gdzie poza domem okutana jesteś tak, że widać ci tylko łzawiące od słońca i wiatru oczy, a nawet jak już jesteś w ciepłym domku, to masz permanentny odcisk grubej czapy na czole, klapnięte włosy a stylówa? No cóż 7 warstw swetrów robi swoje :) Filmik nagrałam już po powrocie w domu, inaczej nie wpisałam bym się w definicję nie-brzydala :)
    Jeśli chodzi o dbanie o siebie w podróży to oczywiście inaczej to wygląda przez 2 – 3 tygodnie a inaczej przez kilka miesięcy. Dla mnie te 2-3 tygodnie to czas regeneracy, balsamowania bo na co dzień nie mam na to czasu, ale też czas bez makijażu (no, tylko tusz do rzęs) i odpoczynek dla włosów od wiecznych kombinacji. Fajnie, ze znalazłaś swoje sposoby, ale zaraz zaraz… nie ma zdjęcia swetra w lamę?! :) Poprosimy :)

    • http://www.ponioslonas.pl/ Barbara Świderska

      Sweterek w lamy na zdjęciu w pionie, tylko zwierzątka schowały się pod szalik:). Zgadzam się w 100%, że kobieta w podróży to nie jest jakiś hardcore’owy brzydal, po prostu bardziej doceniamy naturalne piękno:-).

  • http://balkanyrudej.pl/ balkanyrudej

    Generalnie w podróży dużo mniej uwagi poświęcam swojemu wyglądowi (zresztą w życiu codziennym temat ten też nie zaprząta mi nie wiadomo jak dużo myśli). Kiedy uczestniczyłam w kursie na przewodnika beskidzkiego, człowiek często nie spał przez kilka dni, nie mył się i zasadniczo skupiał na przetrwaniu. Dlatego teraz mam nieco większy próg akceptacji różnych rzeczy – bez łazienki i codziennego prysznica jestem w stanie wytrzymać (ewentualnie prysznic w rzece), na co dzień się nie maluję, więc i w podróży nie jest mi to do szczęścia potrzebne. Jeśli chodzi o ciuchy, to nigdy nie byłam zbyt modna, to i w podróży mi to zwisa, czy wyglądam trendy, czy też kompletnie nie. Bo prawda jest taka, że najlepiej czuję się, gdy czesze mnie wiatr, a makijaż nakłada słońce (choć w moim przypadku opalenizna bywa czasami dość bolesna, bo opalam się na czerwono).

    „Moja aktualna definicja piękna sprowadza się do tego, że mniej znaczy
    piękniej. Mniej kosmetyków, mniej makijażu, mniej ciuchów, mniej
    rozpraszaczy i pożeraczy czasu!” – zgadzam się w 100%!

    • http://www.ponioslonas.pl/ Barbara Świderska

      Podróżowanie zdecydowanie powiększa próg akceptacji: pamiętam nasz pierwszy trekking w Himalajach: przez 6 dni za prysznic służyła woda w rzece, za toaletę dziura w ziemi. Po czymś takim było już tylko lepiej:-).

  • Lisy w drodze

    Coś w tym jest, że wyjeżdżamy z toną wszystkiego a wracamy prawie z niczym lub zwykłą kostką mydła. Ja również po miesiącach ćwiczeń w Polsce nie potrafiłam przestawić się na czas tylko z plecakiem, dużą ilością spacerów i już.. tyle, że nie wchodziłam na wagę i myślę, że wiele się nie zmieniło, a w Polsce po prostu zaczęłam odpuchać po półrocznym gorącym i wilgotnym klimacie.

    • http://www.ponioslonas.pl/ Barbara Świderska

      Coś jest w tym „odpuchaniu”. Pamiętam jak wróciliśmy z podróży, czułam że część dodatkowych kilogramów to właśnie efekt gorącego i wilgotnego klimatu Azji:-).

  • http://www.gonimyslonce.pl Ewa | gonimyslonce

    Z wieloma kwestiami mogę się zgodzić, ale pamiętajmy też że każdy do wolności podchodzi indywidualnie i grunt to znaleźć sposób dla siebie idealny. Ja nie rezygnuję wciąż z wielu rzeczy, bo one dają mi tyle radości z ich korzystania, że rezygnacja z nich byłaby zwyczajnie wbrew mnie samej. A to by mi już poczucia szczęścia nie dało 😉 Niemniej jednak cieszące jest czytanie jak dobrze to na Ciebie wpłynęło i – jak to mówią za wielką wodą – „good for you!” :))

    • http://www.ponioslonas.pl/ Barbara Świderska

      Cześć. Jak najbardziej się zgadzam z tym co piszesz. W moim przypadku było trochę tak, że te rzeczy, których się pozbywałam w trakcie podróży dawały swego rodzaju szczęście, ale dopiero jak je porzuciłam poczułam się… inaczej. Nie chcę pisać, że bardziej szczęśliwa, ale na pewno bardziej świadoma tego, że zmiana perspektywy na pewne przedmioty, które mnie otaczają na co dzień, dała mi o wiele więcej niż tylko lżejszy plecak:). A jeszcze odnośnie radości to tak, potwierdzam, z perfum nie zrezygnowałam, wlaśnie przez radość jaką mi dają:). Pozdrawiam. Do napisania.

  • http://floatingmyboat.com FloatingMyBoat

    Świetnie to ujęłaś! Na studiach nawet by mi nie przyszło do głowy żeby zabrać w podróż cokolwiek do malowania, bo się po prostu nie malowałam w ogóle. Nawet z czesaniem włosów sobie czasem robiłam przerwę, bo zauważyłam, że jak nie czeszę, to mam kręcone a całkiem mi się to podoba. ALE! Potem zaczęłam pracę na etat i jakoś tak nie zauważywszy nawet kiedy, od tylko tuszu na rzęsach przeszłam płynnie do pudru i innych takich. I jak potem jechałam na pierwszy wyjazd po chyba 4 miesiącach takiego codziennego malowania, to miałam problem, bo się odzwyczaiłam od tego jak wyglądam bez makijażu i się czułam jakbym była naga ;/ ja wiem, że to dziwnie brzmi, tym bardziej, że mocno się nigdy nie malowałam, ale to był dla mnie konkretny znak, że coś mi się w głowie układa nie tak jak trzeba i muszę kilka rzeczy przewartościować. :) less is more, dokładnie jak mówisz!

    • http://www.ponioslonas.pl/ Barbara Świderska

      A mi się bardzo podoba to co Ty napisałaś „less is more”, zgadzam się w 100%. Z mojego punktu widzenia, jak już przeszłam taką przemianę w podróży, nie ma nic złego w używaniu kosmetyków, nawet ich dużej ilości. Ale właśnie tak jak piszesz, dobrze robić to świadomie. Sama piszesz, że nagle zauważyłaś zmianę i postanowiłaś ponownie przewartościować swoje podejście do piękna – o to chodzi, żeby nie zatracić się w tej gonitwie za idealnym pięknem. Ja od stycznia wróciłam do stałej pracy i np. używam jedynie BB Cream’u i tuszu do rzęs, więc zmiana w trakcie podróży okazała się w miarę stała, ponieważ wcześniej wyjście do pracy było możliwe tylko z kompletnym makijażem: podkład, puder, kreska na oku, cień do powiek, róż i stylizacja brwi.. Jakieś szaleństwo. A ile czasu dzięki temu zyskałam, np. na ciepłą herbatkę jeszcze pod kocykiem w salonie, zanim zacznę się szykować do wyjścia:). Pozdrawiam ciepło i do napisania:).

  • Magdalena Galiszewska

    Hej, właśnie jestem w podróży i myślałam o napisaniu posta o kosmetykach. Gryzlam się z tym, że jak napiszę prawdę to zostana źle odebrana przez to, że nie wszyscy ludzie lubią podróżować w taki sposob, że można zachować swa godność i kobiecość i upchnać ten lakier, błyszczyk, podklad do plecaka. Żeby potem to wszystko targać na plecach;-) postanowiłam zrobić research i wpadłam na ten post. Dziękuję Ci za niego, bo uwierzyłam że to co się teraz ze mną dzieje, dzieje się na prawdę. Ze podróż nie tylko na mnie zadziałała tak oczyszczjaco i otwierajaco oczy. Podpisuję się pod każdym Twoim zdaniem. Pierwsze akapity- miałam te same obawy. teraz siłownię zastąpiła mi yoga, medytacja – jeśli tylko mam na to warunki. Wegetarianizm, zaczęłam ochoczo dbać o siebie od wewnątrz, jesli oczywiście nie jem przez 3 dni tylko bananów,. Kompletne zero makijażu, lażenie w tej samej, ulubionej koszulce non stop. Odżywka – dla mnie tutaj jak najintensywniejsze dbanie o włosy na jakie mnie stać. Mam je do połowy tyłka i bardzo je kocham i chcę z nimi wrócić 😛 super prawdziwy post:-) mam nadzieję że po powrocie wszystkie te wspaniałe zmiany, które zaszły w mojej głowie się nie odwrócą :-) spokój i akceptacja

    • http://www.ponioslonas.pl/ Barbara Świderska

      Cześć:-). Dziękuję za miłe słowa. Bardzo mnie cieszy to, że udało się tym tekstem zainspirować kolejną osobę. Rozwijaj w sobie nowe podejście i transformację, to doświadczenie zostanie już z Tobą na całe życie, ale z mojego doświadczenia wiem, że trzeba je pielęgnować. W moim przypadku od podróży minęło już prawie rok. Wróciłam też do pracy i siłą rzeczy nie mogę chodzić non stop w klapkach japonkach czy butach trekkingowych, więc mój arsenał garderoby ponownie się powiększył, ale na pewno korzystam z tych wszystkich dobrodziejstw świata mody i kosmetyków bardziej świadomie:-). Na stałe zrezygnowałam z wielu kosmetyków, bez których wcześniej nie wyobrażałam sobie życia, ale też na pewno używam więcej vs to co używałam w podróży. Wydaje mi się, że udało mi się osiągnąć zdrowy balans. Trzymam za Ciebie kciuki i jeszcze raz dzięki za super komentarz!