Przemyślenia backpackersa na jet lagu

Objechaliśmy świat dookoła i wróciliśmy do Polski po prawie roku nieobecności. Tak długa rozłąka z krajem i rodakami sprawia, że po powrocie niektóre sytuacje są dla nas śmiesznie rozstrajające. Zatem jeszcze na jet lagowym zmęczeniu stworzyliśmy dla Was krótką listę szoków kulturowych:).

„Glob Taxi słucham?”

Nie trzeba się użerać, targować, nie stresujesz się, że wsiądziesz do jakiejś podstawionej taksówki, którą Cię wywiozą za miasto i okradną. Wyciągasz telefon z polskim! numerem i dzwonisz do swojej ulubionej firmy:). Na koniec płacisz zgodnie z taksometrem. Po prostu WOW! Są też i minusy: koniec z nabijaniem ze wszystkiego i wszystkich w swoim ojczystym języku w trakcie jazdy:).

200 g pasztetu poproszę

To było akurat zaplanowane z największą precyzją. Jeszcze w Indonezji Michał zrobił listę zakupów na bazarku. Pasztet, produkty mleczne, maliny i pyszny, świeży chleb śniły nam się po nocach. Zakupy zrobiliśmy zaraz po dojechaniu do domu z lotniska. Na jedzenie po prostu się rzuciliśmy! Nigdy tak nie róbcie! Rozbolały nas brzuchy, a Michał za swoje łakomstwo przypłacił 3 dniami choroby. U lekarza co prawda nie byliśmy, ale wysnuliśmy teorię, że nasze żołądki odzwyczaiły się od trawienia pewnych produktów. Wszystkie polskie rarytasy do tygodnia po wylądowaniu soczyście nam się odbijały.

Dżiiiiiinsy!!!

Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, udało nam się wrócić do tego samego miejsca, gdzie mieszkaliśmy przed podróżą. Był to strzał w 10! Nie dość, że znamy wszystkie kąty, to po przekroczeniu progu poczuliśmy to fajne uczucie: jesteśmy w domu! W mieszkaniu czekały też na nas pierwsze zwiezione kartony. Rozpakowanie kilku z nich trochę nas rozstroiło: spodnie dżinsowe (koniec z obciachowymi spodniami z odpinanymi nogawkami), czajniczek do parzenia kawy (kawa z ekspresu w Azji – niekoniecznie!), pościel puchowa (ale jak to!?). I wiele innych przedmiotów, po rozpakowaniu których zakręciła nam się łezka w oku:).

„Przepraszam, ale tutaj nie wolno filmować”

Nieczęsto wraca się z podróży dookoła świata:). Żeby móc sobie przypomnieć naszą radość z powrotu, po wylądowaniu dokumentowałam ważne momenty, m.in. zakup wspomnianego wyżej pasztetu. Może to przypadłość sklepów mięsnych, może to ta nasza wrodzona nieufność, ale od razu mi się oberwało za kręcenie filmu. Witaj Polsko!:)

UPC I love you!

Instalację UPC zamówiliśmy jeszcze w Indonezji. Jakie to cudowne uczucie przeglądać Internet, tak po prostu, bez modlenia się o załadowanie strony, bez proszenia o zresetowanie rutera, bez proszenia o cokolwiek, co miałoby Ci ułatwić korzystanie z sieci. Internet jest i chodzi bardzo dobrze. Niesamowite!

Kibel ze snów

To może bardziej do żeńskiej części naszej publiczności. Po pierwsze, w łazience masz muszlę klozetową, a nie dziurę w ziemi, po drugie, jest spłuczka, a nie wiaderko, po trzecie, papier bez grzechu wyrzucasz do kibla, a nie do kosza na śmieci, po czwarte i najważniejsze, jest CZYSTO! Cudownie!

Ten niepodrabialny smak

O jedzeniu już było. Tym razem o czymś co możesz kupić dosłownie wszędzie (naprawdę wszędzie, tam gdzie nie dociera cywilizacja tam oni docierają!), ale smakuje inaczej. Ranking smaków Coca Coli tworzył na bieżąco Michał i ten z naszej ziemi ojczystej jest najlepszy! Poza Polską smakowała nam ta ze szklanej butelki (1 litr:) w Australii, a najgorsza była bez dwóch zdań w Indonezji.

Te i wiele innych sytuacji pozytywnie nas zaskakiwało. Wiemy też, że przyjdzie dzień, w którym oddamy wszystko za kilka nocy na promie czy za kibelek na końcu świata. Do tego czasu przeszczęśliwi na nowo odkrywamy Polskę i nasze polskie przyzwyczajenia. Nierzadko też dopada nas przemyślenie o tym, jak DUŻO mamy, a jak NIEWIELE mają ludzie gdzieś tam daleko. Ale to materiał na osobny artykuł.

A Was co najbardziej zaskakuje w Polsce po powrocie z długich wojaży?