Dzienniki boliwijskie III. W drodze do La Paz

„No, no, a La Paz hoy mejor no, que hay un bloqueo en la calle” czyli „Dzisiaj do La Paz lepiej nie jechać, na ulicach są blokady”. Tak wita nas rano recepcjonistka naszego hostelu w Copacabanie. Ale nigdzie tak się nie doinformujesz, jak na ulicy. Wychodzimy na miasto i zaczynamy Czytaj dalej →

Dzienniki boliwijskie II. Copacabana

Nieduże miasteczko ze stromymi uliczkami. Gdzie nie spojrzysz, możesz dostrzec błękit Jeziora Titicaca. Im bliżej plaży i portu, tym więcej knajpek i kawiarenek z ogródkami na zewnątrz. Słońce góruje w zenicie, pali niemiłosiernie w głowę i oczy, w końcu jesteśmy prawie na 3900 m n.p.m. W porcie zatrzęsienie rowerów wodnych Czytaj dalej →

Dzienniki boliwijskie I. Granica

Nasz ostatni przystanek w Peru to Puno. Po zwiedzeniu miasteczka złapaliśmy autobus do Capacabany, położonej nad jeziorem Titicaca, ale już po stronie boliwijskiej. Ogarnięcie przejazdu to przysłowiowa bułka z masłem: zrobiliśmy rundkę po firmach w Puno i porównaliśmy ceny. W zależności od umiejętności negocjacyjnych płacisz 20 lub 25 soli na Czytaj dalej →