„Odpaliliśmy” Azję!

Przez kolejne pół roku nadajemy z Azji! Jeszcze przed naszą podróżą byliśmy w Chinach i Indiach, wiemy więc, czego się spodziewać. Zaczynamy od Bangkoku. Słyszeliśmy, że w Tajlandii jest cywilizacja, ale nie spodziewaliśmy się, że na takim poziomie.

Klimatyzowane taksóweczki, jak tuk tuki to wypolerowane na błysk. Tuk tuki chyba też jeżdżą na nieduże odległości, bo jak złapaliśmy jednego, żeby nas zabrał na stację autobusów, to kierowca obśmiał się i odesłał do taksówki:).

Sklep typu convenience 7 Eleven (taka Żabka) co kilka kroków, zresztą sieć znana nam z Australii. Większe supermarkety też są, bardzo dobrze zaopatrzone, szeroki wybór wszystkiego. Na kawkę można pójść do Starbunia.

Na ulicach czysto, kramy z żarciem owszem, ale nie na masę, wszystko wygląda bardzo apetycznie:). Chyba że jest to akurat kram ze smażonymi robakami i skorpionami: cena za zrobienie zdjęcia 10 THB.

Bezdomnych psów naliczyliśmy 3.

Przedmieścia. Trasa z lotniska niewiele różniła się od tej w pierwszym lepszym europejskim mieście. Slumsy na obrzeżach – brak, albo po prostu nie można ich zobaczyć z taksówki / autobusu. Na trasie do Cha-Am lokalne przydrożne knajpki, dla nowicjuszy w Azji stacje benzynowe z McDonald’sem:).

Zatrzymaliśmy się na jedną noc w Hostelu Rainbow. Prowadzą go chłopaki z Myanmaru (Birmy). Standard bardzo podstawowy, ale co najważniejszej, jest czysto, nawet pod łóżkiem. Łazienka z prysznicem, który leje się na kibel, a obok kibla mini prysznic do tego, do czego my (zachodnie kultury) używamy papieru toaletowego. Witamy w Azji!

Do Bangkoku przyjechaliśmy napaleni na tajskie jedzenie. Jako że w naszym hostelu była knajpa, a za nami 10-godzinny lot to zasiedliśmy tam. Otwieramy karty: chicken tikka masala, tandoori roti i kilka innych nazw, które brzmiały znajomo. Knajpa z jedzeniem hinduskim prowadzona przez kolesi z Birmy – no dobra, niech będzie. Jedzenie pierwsza klasa, tajska kuchnia innym razem.

Na zakończenie dnia spacer Khao San Road. Ulica shoppingowo-klubowa. W Tajlandii była 21:00, a w Sydney już 1:00, czyli ledwo chodziliśmy. Rozpoznaliśmy okolicę, zorientowaliśmy się w cenach, po czym grzecznie wróciliśmy do łóżek.

Witamy Cię Azjo i czekamy na więcej:).